03 maja 2010

Wpis.

Testy, testy i po testach. Wszyscy straszyli, naciskali, kazali się uczyć. Powtarzaliśmy materiały z podstawówki, których oczywiście na egzaminach nie było.

Nie powiem, żeby było źle. Dobrze chyba też nie jest. Jako humanistka od siedmiu boleści powiem, że radioaktywne biedronki i wielkie diamenty wcale nie były dla mnie takie proste. Polski był bardzo prosty, każdy mógł go napisać i nie stracić za dużo punktów. Angielski też prosty. Ale o matematyczno-przyrodniczych nie będę się wypowiadać, bo szkoda.

Na szczęście do plastyka nie jest potrzebna wielka ilość punktów. Tam się liczy talent i wyniki egzaminów wstępnych, które są w czerwcu. Nauczyciele, którzy nas przygotowują stwierdzili, że mam duże szansę. Z rysunku muszę popracować nad konturami, dokładniej mówiąc nauczyć się nie rysować ich za mocnych. Z malarstwa powinnam zacząć ćwiczyć nad wydobyciem cienia i światła, oraz na mieszaniu kolorów z podstawowych. Na rzeźbie muszę robić dłuższe szyje oraz skupiać się szczególnie na uszach.
Ogólnie, czuję się szczęśliwą. Tak jak nigdy dotąd. Mam wrażenie, że znalazłam swoje miejsce.
W tym miesiącu zacznie się historia sztuki. Nie wiem, czego oczekiwać. Ale nauczyciela już znam i mam nadzieję, że będzie zabawnie.

Ostatnio była wywiadówka. Jakoś przed testami. I pierwszy raz, rodzice nie zaczęli się użalać nad moimi ocenami. Szczerze, to i ja byłam zdziwiona. Wiem, że od drugiej klasy moje oceny szły w dół. Przez jakiś czas w ogóle się nie uczyłam. A teraz oceny są lepsze. O wiele, wiele lepsze. Bardzo się z tego cieszę. Może w końcu nie będę tą najgłupszą w rodzinie.

A o majówce naprawdę szkoda gadać.
Nie było dobrze.

1 komentarz:

  1. Ten test nie był matematyczny, tylko przyrodniczy. A biedronki rodem z lekcji PO.
    Życzę powodzenia w dostaniu się do szkoły. Bardzo dobrze, ze znalazłaś swoje miejsce i umiesz wykorzystać swój talent.
    Trzymam kciuki ;)

    OdpowiedzUsuń