11 listopada 2010

Czas ucieka.

Dopiero dzisiaj spostrzegłam, że tak dawno mnie tu nie było. Szkoła, nauka i dodatkowe zajęcia pochłonęły mnie bez reszty. A czas przeminął niespodziewanie szybko. Już jest listopad, prawie że połowa miesiąca. Cóż poradzić. Tyle sie wydarzyło...
Może zacznę od pozytywnych aspektów nowego miejsca do życia. Nowi wspaniali ludzie. Nowe doświadczenia, wiedza. Jestem cała w przysłowiowych skowronkach, czuję, że robię to, co powinnam robić. Jestem tam, gdzie powinnam być. Poznałam ludzi, którzy chcą ze mną przebywać i nie zwracają większej uwagi na moje odchyły. Przyjmują mnie taką, jaką jestem. Czuję się trochę źle, bo nadal żyję z pewną maską, gram pewną rolę. Ale, prawdziwa ja prawdopodobnie powoli wychyla się z otchłani świadomości. Nie cała, ta bardziej mroczna strona nadal pozostaje schowana. Bardzo dobrze. Jest lepiej.
Cieszę się, że moje kontakty z przeszłością właściwie przepadły. Czasem widzę kilkanaście ludzi na ulicy, mówimy sobie sztuczne "cześć" i rozchodzimy się. Może to nie dobrze, ale czuję, iż narodziłam się na nowo. Życie nabrało jakby bardziej wyrazistych barw.
Co nie znaczy, że nabrałam chęci, by żyć. Ta pustka w środku mnie, nadal jest. Nadal mnie hamuje, nie mogę iść na maksa do przodu. Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Czasem mam ochotę rzucić wszystko w diabły, znaleźć jakieś miejsce, zamknąć się i zniknąć. Tak po prostu. Widocznie brakuje mi odwagi, by żyć.

W szkole jest ciężko. Pozytywnie ciężko. Mam tyle pracy, że czasem zapominam o pustce. Milion rysunków, prace miesięczne, projekty, szkice... Plus nauka. Czasami odbija mi, mam nadzieję napisać maturę z chemii i biologii, ale to nie przejdzie. Ja po prostu chemii nie rozumiem, a biologia mi nie wchodzi. Niestety, ale to jedno marzenie musi się schować. Albo przypadkiem wpaść do niszczarki. Wiem, że zdaję z rozszerzonego polskiego. To jest pewne. Ale, chyba za szybko o tym myślę, w końcu jeszcze trzy i pół lat nauki.

PS. Bardzo często jestem tutaj: http://makkurovanil.deviantart.com/ Tutaj również zamieszczam swoje prace artystyczne, więc jak ktoś ciekawski, zapraszam.

No i chciałabym się pochwalić. Wygrałam w konkursie! Było trzeba napisać opowiadanie grozy na ileś tam słów. Nagrodą była darmowa wejściówka na horror festiwal, który odbywał się ostatnio w Multikinie. Byłam jedną z dziesięciu osób, które zwyciężyły. Postanowiłam opublikować to opowiadanie tutaj.
Od razu za wszelki9e błędy przepraszam. Życzę miłego czytania.
podobno straszne, uprzedzam. Ja sama mam mieszane uczucia co do tego. Jednak nie wydaje mi się to, aż tak straszne...

MROK I CIEŃ

Dzieci od wieków się czegoś boją. Potworów w szafie, pod łóżkiem. Wydłużających się cieni zaraz po zgaszeniu świateł. Złych ludzi oglądających ich zza nie zasłoniętych niczym okien. Samotności w pomieszczeniu, gdzie panuje ciemność, ledwie, co zwalczane światłem gwiazd. Wiadomo, gorzej mają ci, których okna są zasłonięte. Jednak, jeżeli tak nie jest, boją się w nie spojrzeć. Boją się tego, co może się w nich ukazać.
Rafał był siedmioletnim chłopcem, który bez światła nie mógł zasnąć. On ich wszystkich widział. Nie wierzył słowom zadławionych szarą codziennością dorosłych, wiedział, że oni tam są. Obserwują go, gdy tylko nadejdzie ciemność, siostra nocy. Wyczekują tej chwili, gdy będą mogli porwać go do swojego świata, zastraszyć, zabrać resztki zdrowej świadomości. Porwać na strzępy duszę, przyprawiając rozum o nieziemskie katusze, a serce przebić tysiącem niewidzialnych szpil.
Był tam już kilka razy. I wiedział, że to nie były koszmary, nawiedzające go, co noc. One są po to, by go zastraszyć. By jego serce nasiąknęło strachem, bólem, grozą. Są jedynie przedstawieniem tego, co spotyka innych, którzy dali się złapać. Podczas niespokojnych snów błądzi po ich świcie niczym cień, obserwując tych, którzy się poddali.
Kilka razy, gdy jego matka, opanowana przez mrok, zgasiła mu światło zaraz po uśnięciu, cienie wciągały go w swój świat. I chociaż jeszcze ani razu nie poczuł na własnej skórze jak to jest, być poddawanym jednej z ich wymyślnych tortur, kazali mu patrzeć. Kazali wsłuchiwać się w błagający o litość krzyk, obserwować maltretowane dusze, smakować ich krwi, ich lęku. Nienawidził ich z całego serca, chciał pomóc, a widząc swoją pierwszą miłość w ich szponach, chciał wejść na jej miejsce. Ale cóż z tego, on był tylko gościem. W pewnym sensie był zdrajcą ludzkiego świata, bo on wiedział a inni nie. Starał się porozumieć z dorosłymi, tłumacząc im, że to się dzieje naprawdę. Że te dzieci, które opuszczają we wczesnych latach świat żywych, cierpią katusze w nocy. I tam zostają, ich zmaltretowane dusze nie idą do żadnego Nieba, jak myślą. Nieba nie ma. Jest tylko mrok i cień.
Kto by słuchał takiego dzieciaka. Bredzi. Jest zastraszony swoją wyobraźnią. Nikt mu nie wierzy. Nikt!
Nie wie, czemu, ale cienie chcą go mieć po swojej stronie. Nie jako kolejną snującą się, złamaną duszę. Cienie mówią, że nadejdzie czas gdy się dowie, dlaczego on.
Wraz z przybywającymi latami bał się ich coraz mniej. Wizyty w ich świecie uznawał za codzienność. W świetle dnia przebywał wraz z rówieśnikami w szkole, na podwórku. Zachowywał się jak każdy chłopiec. Robił to, co od niego wymagano. Tańczył tak jak mu zagrano. Najlepszy uczeń w szkole, jeden z lepszych graczy w piłkę nożną, bardzo dobry matematyk. Wygrywa konkursy. Jest dumą swoich rodziców, bogatych rodziców, którzy chcą by ich syn nie przynosił im wstydu. Ojciec jest z niego zadowolony. Chwali się nim przed kolegami. A jego młodsza siostra, jego śliczna, kochana, młodsza siostrzyczka robi za marionetkę w rękach matki.
Ona już się poddała. Dusza małej Laury błąka się w świecie cieni. Jest kartą przetargową w ich rękach. Rafał za Laurę. Wypuszczą ją, gdy tylko on będzie im potrzebny. W ciele małej dziewczynki mieszka tylko jej część. Oczywiście, dorośli tego nie zauważają. Uważają ją za chorą na umyśle. Zdarza jej się bełkotać bez sensu, mówiąc o dziwnych prawach. Opowiada o rzeczach, których dorośli nie mogą słuchać. Nie chcą słuchać.
Biedna, biedna mała Laura.
Rafał ma teraz szesnaście lat. Elektryczny zegarek, ze świecącymi ostrym czerwieniem liczbami, wskazywał drugą po północy. Leżał na swoim łóżku, mając słuchawki wepchnięte w uszy. Trzymał w rękach Boską Komedię i próbował skupić się na czytanych słowach. Na parterze trwała impreza i mimo wokalu jego ulubionej wokalistki, zgłośnionej na maksimum, słyszał tą okropną, skaczącą muzykę z dołu. W końcu skończył szesnaście lat, dorośli muszą to uczcić. I chociaż to było przyjęcie na jego cześć, nikt nie zauważył jego zniknięcia. Zignorował swoją rodzinę, osoby w jego wieku. Poszedł do pokoju, zamknął się i zaopiekował małą Laurą. Jedenastolatka aktualnie spała wtulona w jego bok. Wiedział, że teraz błąka się gdzieś po świecie cieni, ale nie chciał o tym myśleć. Ignorował również myśli, że te dzieciaki, które dzisiaj przyszły do niego w odwiedziny również tam są.
Poprawił lampkę nocną tak, by nie świeciła na śpiącą dziewczynkę. Widział poruszające się jej gałki oczne pod powiekami. Jak po twarzy przebiegają grymasy bólu, strachu. Czasem coś mamrotała pod nosem, zdarzało się jej nawet krzyknąć. To już było normalne. Przyzwyczaił się.
Niedawno stwierdził, że przestał się bać. Cienie towarzyszyły mu odkąd sięgał pamięcią. Stały się… elementem jego życia. Były bliższe niż rodzice, którzy nie mieli czasu dla niego. Westchnął głośnio i spojrzał na kłębiący się w pokoju cień. Zauważył jak on się poruszył i pomachał mu. Chcąc nie chcąc, podniósł dłoń i odmachał, na nowo zagłębiając się w lekturze.
Chwilę potem jego lista odtwarzania skończyła się, a w pokoju zabrzmiał szelest przewracanej kartki. Po upływających w ciszy sekundach, zrozumiał, że coś jest nie tak. Było za cicho. Z dołu nie dobiegały żadne dźwięki. Nawet siostra przestała mamrotać. Ściągnął słuchawki, z których dobiegał jedynie cichy szum. Zagiął róg kartki i odłożył książkę na bok. Przechylił się lekko i włączył światło w pokoju. Gdy wrócił do poprzedniej pozycji, krzyknął. Laury nie było w łóżku. Rozejrzał się, i wtedy ją ujrzał.
Drobna dziewczynka stała na środku pokoju. Miała luźno zwieszone wzdłuż tułowia ręce. Jej biała koszula nocna sięgała kościstych kolan. Chwiała się niczym wstążka na wietrze. Oczy, zwykle niebieskie, teraz były czarne, z czerwonymi białkami. Roztrzepane, odstające na wszystkie strony rude włosy tworzyły płomień wokół jej głowy. A zwinięta podkolanówka dodawała groteski tej całej sytuacji.
Uśmiechnął się, chociaż wiedział, że sytuacja raczej na to nie pozwalała.
- Już czas Rafale, już czas. Pójdziesz ze mną.
Słyszał jej głos, jednak był zmutowany. Wydawało mu się, że gdy Laura otwierała usta, mówiła kilkoma barwami dźwiękowymi, zarówno męskimi i kobiecymi.
- Kim jesteś? – spytał. – Gdzie mam iść?
Istota, która przemawiała przez Laurę zignorowała go i chwiejnym krokiem ruszyła w stronę zamkniętych drzwi.
- Nie bój się ciemności. Cienie cię teraz nie wciągną – rzekła.
Nie rozumiał tej sytuacji, ale potulnie ruszył za siostrą. Dziewczynka zdecydowanie pociągnęła za klakę i wyszła na korytarz. Zatrzymał się i z lękiem spojrzał na ciemność. Pierwszy raz, od bardzo dawna przejdzie się w niej bez światła. Wyszedł na zalany ciemnością i mrokiem korytarz.
Gdy postawił stopę na włochatym dywanie, zajmującym podłogę, przeszedł go dreszcz. Poczuł jak zimny, a zarazem gorący, mrok obejmuje go, niczym koc. Przez chwilę zastygł bez ruchu, próbując się przyzwyczaić do tej dziwnej obecności, która przenikała jego ciało na wskroś, opatulała go i trzymała w ramionach. A potem szedł dalej, tam gdzie u kazano. Laura trzymała go za rękę, a jej nowe, czerwono czarne oczy, świeciły w ciemności. Ogólnie, całe jej ciało emanowało dziwnym blaskiem.
Zeszli po schodach. Wtedy Rafał zobaczył, dlaczego tak nagle zabawa się skończyła. Światło nadal się świeciło. Po ścianach i po podłodze wędrowały wesołe, kolorowe punkciki. Wieża stereo pokazywała skończenie się muzyki na płytach. Przy ścianach stały nadal wypełnione jedzeniem półmiski i alkoholem butelki. A wszyscy, którzy świętowali, leżeli na podłodze. Wyglądali, jakby poszli spać. Leżeli porozrzucani i bezwładni niczym szmaciane lalki. Mieli pootwierane usta oraz oczy, jakby to, co widzieli było straszne. Straszne na śmierć. Wiedział, że oni nie żyją. Był prawie pewny, że większość ich dusz powędrowała do tamtego świata.
W końcu i dorośli mieli prawo odwiedzić świat mroku i cienia. Oni z chęcią przyjmowali wszystkich.
Teraz uwierzą, że on miał rację!
Puścił rękę Laury, a ona pozwoliła mu podejść do leżących na ziemi ciał. Z obojętnością w oczach spojrzał na swojego ojca, wtulonego w matkę. Gdyby nie ta chęć zdobycia pieniędzy, byliby dobrymi ludźmi. Wspaniałymi rodzicami. Niestety w tych czasach liczyła się ilość zer na koncie bankowym. Pochylił się i zamknął ich puste oczy. Odgonił muchy z otwartych ust i pocałował ich w czoła. Ostatni raz rozejrzał się po wielkim pomieszczeniu.
Mimo wszystko mieli dobre życie.
On też.
I nagle dotarła do niego myśl, że już tutaj nie wróci. Opuści ten świat, wraz z ukochaną siostrzyczką.
Podszedł do ściany i wyłączył migające światełka. Następnie podszedł do wpatrującej się w niego Laury, złapał ją za rękę i wyszli z domu, zostawiając otwarte drzwi. Dziewczynka ruszyła dość szybkim krokiem, w stronę jeziorka, znajdującego się ścieżkę dalej. Dotarli tam po pięciu minutach.
Spojrzał na spokojną taflę wody i odbijający się w niej pełny księżyc. Kawałek dalej zawył pies, a zaraz po nim następne. Usłyszał kruka i trzepot skrzydeł. Wsłuchał się w te dźwięki z pewnym namaszczeniem. Odetchnął świeżym powietrzem. Ostatni raz.
Ostatni, później będzie już tylko mrok i cień.
Laura puściła jego rękę i wolnym krokiem weszła do wody. Gdy ta sięgała już jej ponad biodra, zatrzymała się. Właściwie znikąd wyczarowała nóż i przecięła swoje żyły. Wzięła go w zęby, a czerwona ciecz powoli skapywała do wody, zmieniając jej kolor. Uśmiechała się. Śmiała. Wołała go.
Ściągnął kapcie i podszedł do niej. Dziewczynka złapała za jego ręce i wprawnym ruchem przejechała ostrzem po skórze, przecinając żyły. Miała skupioną i zarazem niewinną minę, a jej uśmiech okazywał jedynie opanowanie, spokój. A on… nie czuł bólu. Czuł rozlewającą się po jego ciele euforię.
- Pierwsze przejście jest straszne, ale dalej będzie już dobrze.
Odwzajemnił jej uśmiech. Zanurzyli ręce w wodzie, a krew rozpływała się pasmami.
- Powtarzaj za mną.
Bez zastanowienia powtarzał dziwnie szeleszczące słowa, nie rozumiejąc ich. Ufał jej. Ufał im. Miał nadzieję, że będzie dobrze.
Nagle z wody zaczęły wysuwać się czarne, metalowe drzwi. Świeciły czerwonym plaskiem, a jej rama płonęła. Na nich wisiał kościotrup, trzymający miecz i tarczę. Gdy skończyli mówić, czaszka ukłoniła się im, a drzwi zaczęły się powoli otwierać.
- Pójdę pierwsza.
Dziewczynka ruszyła do przodu. Bez lęku weszła w czarną dziurę. Gdy jej ciało w połowie zniknęło, odwróciła głowę o sto osiemdziesiąt stopni i pomachała mu. Rafał bez zastanowienia wszedł za nią.
Zamknął oczy, bo i tak nic nie widział. Przestał słyszeć, czuć. Myślał, że to już był koniec, jednak mylił się.
Nagle poczuł, że się dusi. Brakowało mu powietrza, a gdy próbował go złapać, mrok wlał mu się do gardła, rozpychając płuca, zamrażając żyły. Czuł jak jego ciało zaczyna się rozpadać na kawałki, że gdzieś jest, a zarazem go nie ma. Ten ból, co rozsadzał go od środka był nie do zniesienia. Miał ochotę wyrwać sobie serce i porwać je, byle by przestało tak szaleńczo przytrzymać go przy życiu!
Poczuł jak kamienieje. Ogarniało go lodowate zimno z wrzątkiem na zmianę. Chciał zdrapać łzy, które paliły jego policzki, ale nie miał palców.
Nie miał policzków.
Ani duszy.
Już go nie było, ale świadomość pozostała.
Ale już, zaraz…
Pozostał ból i wspomnienie.
Zadowolony mrok wchłonął duszę Rafała i rozkoszował się jego smakiem.
A następnego dnia, światem wstrząsnęły kolejne, okrutne śmierci dzieci.