Nie wiem, czy jest dobrze czy źle. Jest inaczej. Zupełnie inna rzeczywistość, mentalność. Bardziej dojrzali ludzie. Zmieniło się wiele, wręcz wszystko.
W środę, pierwszego września, ruszyłam do nowej szkoły z pustką w głowie i ze strachem, trzymającym za serce. Później było lepiej. Zebraliśmy się całą klasą w kupę i ruszyliśmy do sali od malarstwa, gdzie miało odbyć się rozpoczęcie roku. Wszyscy właściwie się znaliśmy, chociażby z widoku, dzięki tym praktykom. Od razu robiło się lżej na duszy, że kogoś w tym tłumie obcych ludzi zna się chociaż kilku.
Od tego czasu minęły dwa tygodnie i pięć dni. Powiem tyle... roboty od groma. Były już pierwsze sprawdziany, pierwsze prace plastyczne, pierwsze zabawy z gliną i iluzją. Poznałam nowych nauczycieli, do jednych zapałałam sympatią do innych wręcz przeciwnie. Zaczęłam naukę drugiego języka (niemieckiego) i kontynuuję angielski na poziomie zaawansowanym. Co do angielskiego czuję, że sobie nie poradzę. Chociaż, to wrażenie prześladuje mnie cały czas.
Pan od rzeźby i malarstwa wyjechał na jakieś szkolenie i przez dwa tygodnie odpadają nam sześć godzin lepienia z gliny i babrania sie w farbie. Ale, nie zwalniają nas. oczywiście, że załatwiają zastępstwa. Nie narzekam.
Pani od rysunku jest upierdliwa. I wredna. Oraz wymagająca. Na każdy piątek, przez cały wrzesień i być może październik musimy robić dziesięć szkiców dłoni. To jeszcze nic. Do tego, ja na pierwszy ogień, musiałam robić prezentację, czyli przedstawić historię jakiegoś malarza. Kazała mi robić o Leonardzie da Vinci'm, nic nie wyjaśniając ani podpowiadając. A później cholera zdziwiona, że źle zrobiłam. I jeszcze laskę mi robi, że nie wstawia dwói i mogę to poprawić na ten piątek. Do tego jeszcze muszę zrobić dwie prace miesięczne, też już na ten tydzień. Walor i postać na B1. Cholernie wielka kartka.
Techniki graficzne podobają mi się. Mamy fajnego faceta, zajęcia są całkiem ciekawe. I chyba jedyna tak uważam, ponieważ każdy jęczy, ze pan za dużo zadaje i nic nie mówi. Nic nie mówi bo wy, cholera, gadacie na tych lekcjach! Co to jest te pięć szkiców na poniedziałek i czwartek, w porównaniu do rysunku? Nic nie szkodzi narysować trochę więcej. W końcu to jest Liceum Plastyczne i jak sama nazwa wskazuje, rysowanie jest raczej rzeczą codzienną.
Podstawy projektowana - bardzo ciekawe lekcje. Aktualnie zajmujemy się iluzjami i kompozycjami. Na czwartek musimy przynieść piętnaście szkiców, po trzy do każdej opisanej w zeszycie kompozycji, czyli: dynamiczna, statyczna, otwarta, zamknięta, diagonalna z rytmem. Sama jeszcze nie łapię się, co i jak, ale z czasem, miejmy nadzieję, będzie lepiej.
Nie podoba mi się historia sztuki. Nie dość, że mamy zwykła historię to jeszcze i to! Pan od tej lekcji strasznie przynudza. Pokazuje jedynie zdjęcia, opowiada skąd to pochodzi i z czego jest to zrobione, i nic poza tym. Kazał nam zapisywać wszystko i ściągać zdjęcia z internetu, czyli po prostu musimy zrobić taką własną "galeryjkę" na kompie. Natomiast pan od zwykłej historii strasznie mi sie podoba. Zawsze jak coś opowiada to każdy zawsze go słucha. Czasami nawet coś inscenizuje. Interesujący typ.
No i lekcje podstawowe. Całe szczęście w okrojonym składzie. Polski - trzy razy w tygodniu, matematyka dwa, religia dwa, a pozostałe przedmioty po jeden. Niektórzy są fajni, inni już trochę mniej, a niektórzy są wręcz straszni.
Myślałam, ze mam nawet mało lekcji. Ale dzisiaj, razem z kuzynem liczyliśmy, kto ile godzin siedzi w szkole. On jest teraz w drugiej klasie liceum ogólnokształcącego i ma trzydzieści pięć godzin. A ja? Czterdzieści dziewięć. Ciekawie.
Jestem zafascynowana, podekscytowana i przerażona za razem. Jednak najczęściej trwam w takim stanie zawieszenia. Czuję się jakby to wszystko było tylko snem. Jakby to nie działo się naprawdę. Dni przemijają strasznie szybko, a ja trwam w takim bezruchu.
Prześladuje mnie również pustka emocjonalna. Miałam nadzieję, że tutaj zdejmę maskę i postaram sie być sobą. Jednak prawdziwej mnie nawet tutaj by nie zaakceptowali. I znowu zostałabym na marginesie. Lubię samotność, jednak nadal ciągnie mnie do ludzi. Chociaż, jak już mówiłam, tutaj jest inaczej. znalazły sie osoby lubiące to co ja i nie potępiające tego. Chociaż, z moim zafascynowaniem parapsychologia, medycyna sądową oraz demonologiom nadal jestem w odosobnieniu.
Po za tym... nie mam kompletnie czasu na nic. Wracam o osiemnastej do domu, prawie, że codziennie. Dlatego też, będę częściej milczeć niż coś publikować.
Jeszcze nie wiem, czy jest lepiej. Ale, wszystko się okaże na przestrzeni lat.
W końcu, spędzę w tym miejscu cztery lata.
Sayonara.