26 kwietnia 2010

Bez strachu?

Jutro testy. I szczerze mówiąc, wszyscy wokoło mnie szaleją. Osoby z klasy zżera stres, rodzina (dokładniej matka)panikuje i zmusza mnie do nauki. Próbuje mnie nastraszyć.

A ja wcale się nie boję.

Może uważam, ze jestem dobrze przygotowana?
Albo po prostu to do mnie jeszcze nie dociera?

Nie, to nie to. Sama nie wiem.
Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Mój mur pęka. Pierwszy raz wyrzuciłam z siebie negatywne emocje, wrzeszcząc na kolegę. Nigdy dotąd to mi się nie przydarzyło.
Mój mur był idealny.
Poniosło mnie, tak. Pierwszy raz od kilku lat. Przez chwilę bałam się, że przez to coś ulegnie zmianie.
Nic się nie stało. Powróciła codzienna obojętność.
Coś jest ze mną nie tak?
Ktoś kiedyś stwierdził, że ja sobie wszystko wmawiam. Może miał rację?

Wiem, że wina leży we mnie. Ukryta gdzieś w świadomości. Zakopana najgłębiej.
Będę szukać.

A jutro ma podobno cały dzień padać. Świetnie.
Kocham deszcz.

07 kwietnia 2010

Ucieczka.

Cały czas uciekam.
Przed czym?

Przed miłością, okazywaniem uczuć. Po prostu, nie umiem. To takie sztuczne w moim wykonaniu. Codziennie uśmiecham się, rozmawiam, śmieję. Opowiadam śmieszne historyjki, cierpliwie słucham innych. Nikt nie zauważa sztuczności w tych czynach.
Widocznie doszłam do perfekcji.

Uśmiecham się do siebie, patrząc w lustro. Niby wszystko gra.
Śmieję się. Niby prawdziwie, tak jak potrafią śmiać się dzieci. Szczerze.
Historie. Podkoloryzowane, a jak. Nikt nie wie o tym.
A cierpliwość? Mówią, że mam anielską. Bo słucham i daję rady. A potem mówią, że są egoistami, ponieważ ja im nie mówię nic.

Tak, jesteście egoistami!

Czasami mam dość. Dam przykład; moja koleżanka. Od dzieciństwa trzymałyśmy się razem, albo jak to się mówi: od piaskownicy. Mieszkałyśmy w tym samym bloku, nic dziwnego. W podstawówce, razem. Przyjaciółki od siedmiu boleści. Potem ona zaczęła tańczyć. I dobrze, dziewczyna znalazła swoje hobby. U mnie dzięki temu ma plus. Ale teraz… Gimnazjum, znowu razem w klasie. Cały czas opowiada o tym, jaki to jej zespół jest wspaniały, ile nagród dostają, że znalazła swoje miejsce.
Świetnie. Tylko, czemu mi to opowiada? Żebym poczuła się gorsza?
Gratulacje, często jej się udaje. Czuję się gorsza. I nie tylko pod tym względem.
Narzeka, że jest brzydka, gruba i że nikt się w niej nie zakocha. No powiedzcie, widzieliście grubą tancerkę? Taką, co wciska się w lateks, co robi szpagaty nad głową? Ja jeszcze takiej nie widziałam.
Co do brzydkości i braku miłości. Mówi, że tańczy duet z kolegą z zespołu. Zauroczyła się w nim. On widocznie w niej też, bo przecież normalny facet nie jeździłby codziennie z innego miasta tylko po to, by potańczyć sobie z koleżanką! Jęczy, że robi to tylko, dlatego bo lubi. Lubi i owszem. Lubi patrzeć w jej oczy, dotykać jej ciała, gdy wirują w tańcu. Widziałam to. A moich tłumaczeń i tak nie słucha.

Czasami zmienia się rola, próbuje jej opowiedzieć coś o moim dniu. O moich problemach. I co? Nic. Nie rozumie. Zawsze mówi: nie przejmuj się, będzie lepiej. I zaczyna gadać o sobie.
Powiedzcie, i jak tu się nie zamknąć?

Uciekam przed sobą i przed innymi. Więc pytanie nie powinno brzmieć, „przed czym uciekam?” Tylko, przed kim?

Czasami chciałabym być kimś innym, mieszkać gdzie indziej, zajmować się innymi rzeczami. Innym razem myślę o tym, by spróbować się zmienić. Uśmiechnąć się, rozmawiać, śmiać, ale tak prawdziwie.
Jednak wtedy musiałabym zmienić siebie całą. A podejścia do życia - nie zmienię. Życia samego w sobie, też nie zmienię.
Próbowałam.

Gdybym mogła zmienić jedną cechę w sobie, ale tak, by nigdy do niej nie wrócić to bym zmieniła: sztuczność. Chciałabym żyć pełnią życia i nie zauważać „ciemnych chmur na błękitnym niebie”.

W rzeczy samej.
Ja również jestem egoistką.

A za dwadzieścia dni testy. Nie wiem, czy się bać.