Zegar tyka, a czas leci, gna na przód nie zatrzymując się ani na chwilę. Wskazówki przesuwają się wciąż w tym samym, kolistym ruchu, a tarcza zawsze posiada dwanaście godzin. Czas jest stały.
Właściwie, tylko czas jest pewny. Nie wiemy, co będzie jutro, ale wiemy, że po minucie upłynie kolejna. Gdybamy, co byłoby gdyby zrobilibyśmy inaczej, ale przeszłość nie wróci. Już nie naprawisz tego, co było.
Teraz już wiem, pewien okres mojego życia zakończył się. I wróci jedynie w wspomnieniach. To co zrobiłam będzie ciągnąć się aż do końca.
A jak to sie mówi, w przyrodzie nic nigdy nie ginie. Tak więc czyny kiedyś wrócą. W jakiej postaci? Nie wiem. Teraz nic już nie jest takie jasne i piękne.
Jest źle. Bardzo.
Czuję się chora, tam gdzieś w środku.
Teraz nie naprawię tego. Szkoda.
Nauczę się z tym żyć. Tak jak zwykle.
19 maja 2010
03 maja 2010
Wpis.
Testy, testy i po testach. Wszyscy straszyli, naciskali, kazali się uczyć. Powtarzaliśmy materiały z podstawówki, których oczywiście na egzaminach nie było.
Nie powiem, żeby było źle. Dobrze chyba też nie jest. Jako humanistka od siedmiu boleści powiem, że radioaktywne biedronki i wielkie diamenty wcale nie były dla mnie takie proste. Polski był bardzo prosty, każdy mógł go napisać i nie stracić za dużo punktów. Angielski też prosty. Ale o matematyczno-przyrodniczych nie będę się wypowiadać, bo szkoda.
Na szczęście do plastyka nie jest potrzebna wielka ilość punktów. Tam się liczy talent i wyniki egzaminów wstępnych, które są w czerwcu. Nauczyciele, którzy nas przygotowują stwierdzili, że mam duże szansę. Z rysunku muszę popracować nad konturami, dokładniej mówiąc nauczyć się nie rysować ich za mocnych. Z malarstwa powinnam zacząć ćwiczyć nad wydobyciem cienia i światła, oraz na mieszaniu kolorów z podstawowych. Na rzeźbie muszę robić dłuższe szyje oraz skupiać się szczególnie na uszach.
Ogólnie, czuję się szczęśliwą. Tak jak nigdy dotąd. Mam wrażenie, że znalazłam swoje miejsce.
W tym miesiącu zacznie się historia sztuki. Nie wiem, czego oczekiwać. Ale nauczyciela już znam i mam nadzieję, że będzie zabawnie.
Ostatnio była wywiadówka. Jakoś przed testami. I pierwszy raz, rodzice nie zaczęli się użalać nad moimi ocenami. Szczerze, to i ja byłam zdziwiona. Wiem, że od drugiej klasy moje oceny szły w dół. Przez jakiś czas w ogóle się nie uczyłam. A teraz oceny są lepsze. O wiele, wiele lepsze. Bardzo się z tego cieszę. Może w końcu nie będę tą najgłupszą w rodzinie.
A o majówce naprawdę szkoda gadać.
Nie było dobrze.
Nie powiem, żeby było źle. Dobrze chyba też nie jest. Jako humanistka od siedmiu boleści powiem, że radioaktywne biedronki i wielkie diamenty wcale nie były dla mnie takie proste. Polski był bardzo prosty, każdy mógł go napisać i nie stracić za dużo punktów. Angielski też prosty. Ale o matematyczno-przyrodniczych nie będę się wypowiadać, bo szkoda.
Na szczęście do plastyka nie jest potrzebna wielka ilość punktów. Tam się liczy talent i wyniki egzaminów wstępnych, które są w czerwcu. Nauczyciele, którzy nas przygotowują stwierdzili, że mam duże szansę. Z rysunku muszę popracować nad konturami, dokładniej mówiąc nauczyć się nie rysować ich za mocnych. Z malarstwa powinnam zacząć ćwiczyć nad wydobyciem cienia i światła, oraz na mieszaniu kolorów z podstawowych. Na rzeźbie muszę robić dłuższe szyje oraz skupiać się szczególnie na uszach.
Ogólnie, czuję się szczęśliwą. Tak jak nigdy dotąd. Mam wrażenie, że znalazłam swoje miejsce.
W tym miesiącu zacznie się historia sztuki. Nie wiem, czego oczekiwać. Ale nauczyciela już znam i mam nadzieję, że będzie zabawnie.
Ostatnio była wywiadówka. Jakoś przed testami. I pierwszy raz, rodzice nie zaczęli się użalać nad moimi ocenami. Szczerze, to i ja byłam zdziwiona. Wiem, że od drugiej klasy moje oceny szły w dół. Przez jakiś czas w ogóle się nie uczyłam. A teraz oceny są lepsze. O wiele, wiele lepsze. Bardzo się z tego cieszę. Może w końcu nie będę tą najgłupszą w rodzinie.
A o majówce naprawdę szkoda gadać.
Nie było dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)