02 sierpnia 2010

Wróciłam. Wypoczęta?

Dwa tygodnie poza domem. Kiedyś, spędzałam je z wielkim entuzjazmem zwiedzając wszystko co się dało, bywając na koloniach, obozach. Teraz ten czas spędzany poza domem albo sie dłuży, albo jest za krótki.
Właściwie pierwszy tydzień bardziej mi się podobał. Zwiedzaliśmy dużo, było mnóstwo wycieczek i tak dalej... Jedyne co ominęłam to dzień zdobywania Śnieżki, ponieważ stara kontuzja w kostce sie odezwała i nie mogłam chodzić. Porobiłam mnóstwo zdjęć. Na każdym jest sam krajobraz, bez ludzi. Nie moja wina, ze ludzie mnie nie interesują. Zdjęcia bez nich są ładniejsze.
Stwierdzam, że potrzebuję nowego aparatu. Ten nie robi zbyt pięknych fotografii, a gdy tylko robi się ciemno jest kompletnie do D., ponieważ przez flesz na zdjęciach wychodzą jakieś okropne pikseliki.
Drugi tydzień minął pod znakiem narzekania. Prawie cały czas nocowałam u kuzyna, nie chciałam siedzieć nad jeziorem w jakimś zapajęczonym domku. Nie miałabym nic przeciwko, ale byłam tam odcięta kompletnie od wszystkiego. Nie było zasięgu, ciepłej wody, za to mnóstwo irytujących much, os i pająków.
Zamierzam pochwalić się zdjęciami, które najbardziej mi się spodobały. Podpisze to, co wiem gdzie było.

Kamienny Skrzat pod Sztolniami w Kowarach, nr.1.
Numer 2.
Numer 3.
Skalne miasto w Czechach, numer 1.
Numer 2, zdjęcie zrobione po przejściu dokładnie stu pięćdziesięciu sześciu schodach by dostać się na jeziorko.
Numer 3, wodospad wewnątrz skał.
Park miniatur w... Ścięgnach, chyba. Numer 1. Te kamyczki, wykorzystane w miniaturze były układane przez dziewięć miesięcy, przez jedna osobę. Podziw.
Numer 2.
Numer 3.
Grobowiec rodziny von Reuss, niestety tylko ten jeden zachował swój krzyż. Jakiś idiota zamalował wszystkie napisy czerwonym sprayem.
Praga, numer 1. Rozeta jakiegoś największego kościoła.
Numer 2. Wejście do tegoż kościoła.
Numer 3. Jeden jego filar.
Numer 4. Jakaś rzeźba stojąca pod nim. Podobno bardzo ważna w kulturze chrześcijańskiej, ale szczerze mówiąc, nie zrozumiałam co ten przewodnik mówił.
Numer 5, Panorama Pragi widziana z winnicy.
Numer 6. Panorama po raz drugi.
Numer 7. Biały paw spacerujący po Królewskim Ogrodzie przed Senatem, który był kiedyś stajnią.
Numer 8. To zdjęcie podoba mi się najbardziej. Kawałek, a właściwie wnętrze rzeźby stojącej na podobno słynnym Moście Karola.

Mała przestroga. Jak ktoś będzie w Czechach nie powinien używać słowo "szukać". Dla nich jest to przekleństwo. Dostałam po łbie torebką i zostałam zbesztana "Jakich ty słów używasz?!" czy jakoś tak. Podobno znaczy to "pieprzyć". Podobno. Ehh.

Tylko wróciłam do domu i znowu nie mogę spać. Nie wiem, czemu, ale to chyba przez klimat. I w górach jest zdecydowanie wyżej niż tu. Jest inne powietrze. Jest inaczej. Postanowiłam się przeprowadzić w tamte okolice jak będę starsza. Żeby się porządnie wyspać.
Enjoy.

2 komentarze:

  1. Przepraszam za moją nieobecność. Wiem, że ty zawsze jesteś na moim blogu a ja, niestety Cię zaniedbuję. A zaniedbałem jak widzę wiele ciekawego. Zrobiłem RSSa z Twoim blogiem ale jakoś nie wiem czemu nie chce on działać.
    No tak wakacje=wyjazdy. Ten Twój widzę że należał do udanych. Ładne zdjęcia, chociaż rzeczywiście ich jakość nie jest najlepsza. Najbardziej podobają mi się te z parku miniatur. Musi być tam fajnie.
    Czasami takie całkowite odcięcie od świata jakie miałaś u kuzyna jest dobre. Chciałbym tak teraz mieć, bo nigdzie w tym roku nie wyjeżdżam.
    Dzięki za ostrzeżenie ;) To ciekawe, ale wiadomo, że oni mają dziwny język z którego można się zawsze pośmiać. Z drugiej strony powinni wiedzieć, że jesteś z Polski i być bardziej tolerancyjni, a nie walić cię od razu torebką...
    U mnie nowe wiersze, jeśli jesteś spragniona moich wypocin.
    P.S. Ładna zmiana szablonu.
    Pozdrawiam
    Tomek

    OdpowiedzUsuń
  2. I piękny obraz namalowałaś. Czy to jest impresja? Przypominają mi się lekcje plastyki. Ale ty naprawdę masz talent i dobrze, że go nie zmarnujesz ;)

    OdpowiedzUsuń