13 sierpnia 2010

Miejsce, które wychowało.

Patrzę przez okno i widzę miejsce, tak niezmienne od tylu lat. Miejsce, dzięki któremu wydarzyło się tyle dobrego i tyle złego. Narodziło się mnóstwo wspomnień, kilka blizn, gdzie nawiązywało się przyjaźnie i odbywało pierwsze kłótnie. Miejsce pierwszych porażek i zwycięstw. Miejsce pierwszych głębszych uczuć.
Podwórko.
Z każdą rzeczą, starą zardzewiałą huśtawką, obdrapanym trzepakiem, źdźbłem trawy, gałązką drzewa, są powiązane wspomnienia. Gdyby je można było zobaczyć, na przykład jako białe sznurowadła, na pewno to miejsce byłoby strasznym kłębowiskiem.
Stara jabłoń dzięki której nauczyłam się chodzić po drzewach.
Wysoki murek, oddzielający od firmy ocieplanej, gdzie zawsze trzeba było chodzić, gdy zapodziała się piłka.
Wredne dzieci wrzeszczące przezwiska zza siatki, z miejsca, które kiedyś było przedszkolem, a teraz jest nowoczesną kliniką. Czas, kiedy to miejsce zostawało pod niczyją opieką i ganianie przez wojskowych, gdy tylko nas znaleźli, bawiących się na pozostałościach, drabinach, oponach i drzewach.
Parking, gdzie nauczyłam się jeździć rowerem.
Pierwsze interesy, a jakże, wymienianie się karteczkami.
Chwalenie się swoimi osiągnięciami.
Zabawy z przyjaciółmi.
Ziemia, która pochłonęła twoje pierwsze domowe zwierzątka.
To uczucie, że jest się od kogoś gorszym, tylko dlatego, że nie miało się najnowszej gry.
Czas, gdy nasze drzewo, na którym wyryliśmy nasze przezwiska zawaliło się i zostało wycięte.
Uczucie, że może się wszystko, gdy tylko dostawało się łopatkę i trochę miejsca w piaskownicy.
Pierwsze skręcenie nogi, rozbicie czoła, ugryzienie pszczoły.
Pierwszy raz, gdy wyrywało się nogi pająkom, nie wiedząc, że to złe.
Karmienie kotów w lecie i ptaków w zimę.
Bezczynne leżenie i gapienie się w niebo, nie czując upływającego czasu. Gdy nic cię nie goniło.
Mogło się wszystko. A później… Zaczęła się szkoła.
Przez kilka lat, nic się nie zmieniło. Nadal spędzaliśmy mnóstwo czasu razem na podwórku, nie czując lat ani różnicy płci.
A później, wszystko uległo zmianie. Różnice między nami przykrywały oczy, a zabawy z dzieciństwa wydawały się głupie, za dziecinne.
Chciałeś być dorosły, mimo, że byłeś jeszcze dzieckiem. Zazdrość, że niektórzy byli starsi od ciebie i mogli więcej. Nic bardziej mylnego.
Wszystko się zmieniło.
Podorastaliśmy. Każdy znalazł nowych znajomych, porozchodziliśmy się po różnych szkołach.
Powyprowadzali się, skończyli osiemnaście lat. A teraz, za dwa lata i ja osiągnę ten wiek, wymarzony wiek dziewięcioletniej mnie.
Jako dziesięciolatek marzyłeś by być dorosłym, tylko po to by dłużej posiedzieć na podwórku z przyjaciółmi. Teraz, prawie dorosły marzysz o ponownym byciem dzieckiem i odzyskaniu tej beztroski.
Nie ma siły, czas jest bezlitosny.
Może teraz, nasze widma z przeszłości znów się bawią, jak kiedyś. Są dziećmi nie czującymi presji przyszłości ani upływających lat, a ich najtrudniejszą decyzją do podjęcia jest, w co by się dzisiaj pobawić?
Tak. Może. Niech oni się bawią.
Przez jakiś czas wszystko stało nie ruszane. Teraz, nadeszło nowe pokolenie… Nowe dzieci zajęły nasze miejsca, czyniąc to miejsce mniej samotnym.
Mam nadzieję, że przeżyją swe najlepsze chwile właśnie na tym podwórku. Z nowymi przyjaciółmi, z nowymi pomysłami.
A za kilka lat… Poznają smak czyhającego na ich niewinne umysły życia. Za kilka lat.
Niech to miejsce wychowa kolejne pokolenie. I zaśnie na wieki, póki nie wprowadzą się nowe dzieci.
To uczucie melancholii… Chyba nigdy mnie nie opuści.

1 komentarz:

  1. O tak, wspomnienia podwórka i dzieciństwa. Kto się nie wychował na podwórku w mieście? To miejsce tak jak piszesz naprawdę szczególne. Dla Ciebie widzę, że bardzo szczególne. Ja także pamiętam dość dużo z tych beztroskich chwil.
    to minęło. Dzieciństwo minęło. I dzisiaj właśnie o tym myślałem. Że znowu chciałbym być dzieckiem.
    Piękne wspomnienia. Bardzo obrazowe. Piękne.
    Dzięki za komentarz. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń