21 marca 2010

Podsumowanie tygodnia.

Robię to zawsze, gdy leżę już w łóżku ze słuchawkami na uszach i próbuję spać. Rzadko dochodzę do jakiś ciekawych i inteligentnych wniosków, jednak pozwala mi to poukładać w głowie.

Od poniedziałku do środy, były rekolekcje, przez co nie miałam normalnych lekcji w szkole. Na dwa dni pojechałam do dziadka. Jak zwykle dokuczałam kuzynowi, on dokuczał mnie. Ponarzekałam na ich zbiorowe palenie i oczywiście zeszło na temat, czy ja palę.
Nic nowego, po prostu zwykły dzień w mojej rodzinie.

W czwartek poszliśmy z klasą na targi. W sensie, szliśmy do innej szkoły, aby po dowiadywać się o szkołach ponad gimnazjalnych. Dostałam ulotkę tej mojej wymarzonej i wróciłam do domu. Na moje szczęście byliśmy w technikum, które stoi ulicę dalej od mojego miejsca zamieszkania.

A w piątek był tak zwany „Mam talent!”. Co za durnota! Najpierw były konkursy klasowe, później pokazy mam talentów. Było jakieś durne przedstawienie o mitologii, dwa pokazy tańców, trzy śpiewy i jedno bitowanie, czy jak to się zwie. Dziewczyna z naszej klasy dostała drugie miejsce, dzięki czemu dostaliśmy dzień na wyjście do kina bez lekcji w maju.

W sobotę dostałam kosza, w pewnym sensie. Dziewczyna, którą znam od dwóch lat stwierdziła, że nie chce mieć więcej nic wspólnego.
Pewnie, znam swoje wady, nawet rozumiem jej decyzję. Ale jakoś, gdy ona nawijała cały czas o jednym chłopaku, przez ponad rok to nie narzekałam, ze mam dość. A miałam. Mój brak wrażliwości w porównaniu do jej narzekania i jęczenia „jaki to świat jest okrutny” jest naprawdę małym problemem. No nie moja wina, że chciałaby bym była zazdrosna. Bym zadawała jej durne pytania typu „co robiłaś, z kim, po co, kiedy, o której?” Wiem to, ponieważ jeszcze niedawno się jej pytałam, czego ode mnie oczekuje.
Tak, błędy leżały po obydwu stronach. Nawet nie śmiem twierdzić, że nie zawiniłam. Problem leży w tym, iż ona tak myśli. Że to definitywnie i wyłącznie moja wina.

No cóż, stało się. Chyba raczej tego nie naprawię, choćbym próbowała. Bym musiała po prostu udawać definitywnie inną osobę, niż jestem.

A stres mnie zżera. Jutro jadę do tej szkoły, na zajęcia przygotowujące do egzaminów wstępnych. Mam wielką gulę w gardle i cały czas po głowie krążą durne myśli. Boję się, boję się jak cholera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz